Mój model F4U Corsair czekał niedokończony na półce przez kilka lat. W międzyczasie kilkukrotnie złamałem antenę i rurkę pitota. W końcu jednak zabrałem się za jego ukończenie.
Pamiętam, gdy za młodu podobny model Corsair’a pokazywał mój ś.p. przyjaciel Kamil. Bardzo mi się podobało jego wykonanie z pięknym, błyszczącym lakierem na powierzchni. Mój miał być w pewnym sensie uhonorowaniem tamtego modelu. Może dlatego tak długo zwlekałem z jego ukończeniem. Chciałem, by wyszedł idealnie. Jakiś czas temu zrozumiałem jednak, że nie jestem w stanie zrobić idealnego modelu. I to wcale nie jest nic złego. A jeżeli chodzi o hobby, to najważniejsza jest dobra zabawa.
Mimo wszystko model wyszedł względnie, choć miałem z nim kilka problemów. Podczas pracy pękła mi owiewka kabiny pilota. Na szczęście udało mi się dokupić nową, wykonaną metodą vacuform. Jest przy tym cieńsza i przez to nawet lepiej się prezentuje. Ponadto miałem problemy z kalkomaniami, kilka mi się przedarło. Większość udało mi się uratować, prócz jednej z numerem oznakowania na kadłubie.
Nie chciałem go jakoś brudzić. Model pomalowałem lakierem satynowym i na niego położyłem jedynie czarny wash. Cieszę się, że udało mi się go ukończyć. To była długa, ale ciekawa podróż, przy której wiele się nauczyłem.










Napisz pierwszy komentarz