Perfekcjonizm jest to tendencja do wykonywania, planowania lub organizowania czynności w najwyższym standardzie. Nierzadko łączy się z problemem lub niemożnością zaakceptowania błędów i niedoskonałości. Sama postawa ma więc dwa wymiary. Niestety cienka jest linia oddzielająca jasne i ciemne strony perfekcjonizmu. Podnoszenie i udoskonalanie umiejętności, rozwój osobisty, radość z należycie wykonanych czynności są pozytywną stroną. Negatywna strona jest jednak dotkliwa. Zwracanie uwagi na niepotrzebne szczegóły, strach przed porażką (często przyczyniający się do niemożności zaczęcia czegoś z obawy przed niepowodzeniem). W rezultacie usilne dążenie do doskonałości może być główną barierą w drodze do osiągnięcia celu.
Zwracam uwagę na literówki w słowie pisanym, mam problem z akceptacją własnych błędów, nadmiernie staram się zaplanować czynności w czasie, mam schematyczne działanie i obawę przed rzeczami niespodziewanymi. Zgadza się, to niepochlebne cechy perfekcjonizmu. Przypominam sobie wiele sytuacji, w których wykonałem jakąś pracę w sposób zadowalający. Niestety w moich oczach dość często było coś do poprawy. Skupiałem się na tym co się nie udało, zamiast koncentrować myśli na sukcesie z danego projektu. Przez usilną chęć unikania błędów robiłem ich znacznie więcej, a to co było akceptowalne potrafiłem popsuć.
Niepotrzebne analizy to marnotrawstwo czasu i zbyteczna utrata energii. Ocena dychotomiczna (mająca tylko dwie wartości w skali, np. dobrze i źle) może sprawić, że widzi się więcej porażek niż sukcesów. W rezultacie może prowadzić do odwlekania zadań w czasie lub ich całkowitego zaniechania. Ponieważ postawa taka ma wpływ na różny charakter czynności, modelarstwo stanowi dlań nie lada kąsek. Sklejanie modeli jest działaniem długoterminowym, łatwo więc w pewnym momencie o błąd, który splami cały projekt. No i niestety, ukochane hobby może stać się zmorą. Pomimo wszelkich starań istnieje prawdopodobieństwo, że coś pójdzie nie tak. A to drgnie ręka przy przyklejaniu małego elementu, a to pyłki kurzu złośliwie osiądą na świeżo naniesionej warstwie farby. Takich sytuacji jest wiele. I może to spowodować, że budowany przez miesiące model stanie się porzuconym projektem. A przecież niektórych niedoskonałości nawet nikt nie zauważy.
Strony internetowe oraz fora poświęcone ekspozycji prac modelarskich to kopalnia wiedzy i nierzadko możliwości nawiązania koleżeństwa. Niestety w pryzmacie „złego perfekcjonizmu” nie jest tak sielankowo. Eksponując model, perfekcjonista może być poddany (o zgrozo…) krytyce! I co wtedy? Brać się za następny model mając na względzie rzeczowe uwagi czy ze wstydu schować głowę w piasek? Oczywiście opis ten jest przerysowany, ale oddaje jakieś sedno sprawy.
Są osoby, które potrafią tworzyć niesamowite i dopieszczone modele. Czasami zastanawiam się czy umieszczanie detali wielkości wychudzonej pchły, które to giną w ogólnej sylwetce modelu ma jakiś sens? Czy obserwator zwyczajnie jest w stanie dostrzec każdy niuans i docenić jego wykonanie? A z drugiej strony czyż nie jest to hobby, w którym dąży się do perfekcji? Presja może być spora a odpowiedzi różne. Na ratunek przychodzą warsztaty, w których modelarz prezentuje poszczególne etapy budowy modelu. Dzięki temu bardziej widoczny jest wkładany wysiłek, a i chwilę dłuższą można spędzić nad podziwianiem pracy. Jest jeszcze inny sposób: samemu nakierować czyiś wzrok i zwrócić uwagę na dany detal oraz przedstawić swoje z nim zmagania. Pycha? Arogancja? Możliwe. Ale też próba znalezienia aprobaty dla własnych perfekcjonistycznych działań.
Gdzie zatem leży równowaga? Sukcesy i porażki to samo życie, pytanie jak znaleźć motor dla działania i nie dać się ponieść złym emocjom. Myślę, że po prostu zachowując zdrowy rozsądek oraz nie stawiać sobie zbyt wygórowanych celów, które mogą być za ciężkie do osiągnięcia.

Napisz pierwszy komentarz