Skip to content

Wspomnienia o sklepie modelarskim

Jest wczesnowiosenny, słoneczny dzień. Wraz z przyjacielem Kamilem stoimy na przystanku przy ul. Broniewskiego w Łodzi. Jestem podekscytowany i zniecierpliwiony. Długo coś nie przyjeżdża. W końcu jest! Stary Ikarus z numerem 95. Wsiadamy.  W okolicy przystanku przy skrzyżowaniu ulic Dąbrowskiego i Kilińskiego moja wyobraźnia bardzo stara się wyobrazić sobie miejsce, do którego zmierzamy. Nie wiem czego się spodziewać. Droga mija zadziwiająco szybko i po chwili przy ulicy Struga nadszedł czas wysiadać. „To tu, zaraz za zakrętem”- powiedział Kamil. Faktycznie, tuż za rogiem otwieramy drzwi i schodzimy kilka stopni w dół. Mój Boże! Pełne półki, szklane gabloty, żółte światło i ten zapach! Po prawej dostrzegam pięknie wykonany model amerykańskiego krążownika Helena. Nade mną wisi ogromny model niemieckiego samolotu Me-323 Gigant. Modele kartonowe i plastikowe. Farby i pędzelki. Ależ bym chciał to wszystko mieć! Wychodzę skołowany i uśmiechnięty, w dłoniach ściskając egzemplarz Małego Modelarza. Piękna, żółta ilustracja, a na niej napis „francuski okręt liniowy RICHELIEU”.

To był rok 1993 i moja pierwsza wizyta w sklepie modelarskim Da-Ta w Łodzi. Obecnie sklep mieści się przy Al. Kościuszki 29. Za każdym razem, gdy tam wchodzę, przez jedną sekundę mój umysł podsyła mi wszystkie wspomnienia z dzieciństwa z tym sklepem związane.

Na początku miałem do dyspozycji klej typu wikol, stare nożyczki, linijkę oraz skalpel. No i oczywiście model – kartonowy nieszczęśnik, którego los bezdusznie splątany był ze mną. W kilka dni potrafiłem skleić okręt. Pewnego razu mój tata spojrzał na moje marne starania i powiedział: „ten okręt powstawał latami w stoczni, a Ty go sklejasz w godzinę. Rób powoli i dokładnie”. Chyba wziąłem sobie te słowa bardzo do serca, bo teraz sklejam jeden model w 2-3 lata :).

Mój ulubiony sklep modelarski, we współdziałaniu z lokalną telewizją wziął udział w produkcji cyklicznego programu poświęconemu modelarstwu, pod tytułem „Plastikowy Hit”. Oglądałem każdy odcinek i robiłem notatki (dla poszerzenia mojej wiedzy i umiejętności). Ach, to były czasy…

Zapisując te słowa, rozpiera mnie niezwykła ochota na poklejenie. Codzienność nie pozwala, a na pewno nie zachęca do działania. Mój stolik warsztatowy pokrył się więc warstewką kurzu. No ale nic, idę po szmatkę i płyn, a później biorę się za oczekującego na skończenie ORP Wicher.

Published inRefleksjesklep modelarskiWspomnienia

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *