Skip to content

PZL P.7 – MisterCraft 1:72 – Recenzja

Przeglądając swoją szafkę z modelami stwierdziłem, że zamiast ciągle dokładać tam coś nowego, tym razem wyjmę choć jedno, małe pudełko. A ponieważ nadal bawię się różnymi technikami malarskimi, postanowiłem wybrać coś niezbyt skomplikowanego. Mój wybór padł na PZL P.7 od firmy MisterCraft, w skali 1:72. Jest to model, którego zdecydowanie nie byłoby mi żal, gdyby poszedł do kosza. Przedstawię po krótce przegląd tego modelu, wraz z kilkoma moimi spostrzeżeniami.

Zacznijmy od instrukcji. Na pierwszej stronie znajdziemy grafikę taką samą jak na pudełku oraz opis historyczno-techniczny w różnych językach. Co ciekawe, opisy te są rozbieżne. Przykładowo, wydaje się że Czesi korzystają z innej miary metrycznej, bo dane techniczne opisane w tym języku różnią się od pozostałych. Myślę, że już ta pierwsza strona instrukcji oddaje charakter i jakość tego zestawu. Idąc dalej, mamy diagram ramek z częściami wraz z numeracją, ostrzeżenia producenta oraz właściwe kroki montażu. Obrazki są czytelne, rozrysowane komputerowo. Bardzo miłym akcentem jest opis poszczególnych elementów, nie ograniczając się jedynie do podania numeracji. Niestety tylko częściowo jest on w opisany języku polskim. Co ciekawe, w instrukcji znajdziemy elementy, które jak autor wskazał, należy wykonać z folii aluminiowej z czekoladek. Szkoda, że nie ma podanych wymiarów tych elementów. No i jeżeli ktoś nie lubi słodyczy, to ma problem 🙂Na końcu instrukcji znajdują się schematy malowania. Mamy do wyboru wersję polską, rumuńską oraz niemiecką. Tutaj niestety również bez błędów się nie obyło. Karabiny maszynowe są przedstawione w innej wersji, niż te w samym modelu. Na rysunkach znajdują się za osłonami (Vickers), natomiast w modelu wygląda to inaczej (FK wz. 33).

Przechodzimy do kalkomanii. Zachęcająco, na froncie pudełka widnieje napis „Super Decal Included”. Fakt, są aż trzy kartoniki. Natomiast ich jakość pozostawia wiele do życzenia. Kolory są przejaskrawione, a detale nieostre i krzywe. W porównaniu z zakupionymi przeze mnie kalkomaniami firmy Techmod, wypadają kiepsko.

Czas na danie główne, czyli ramki z częściami. Niestety będzie to niestrawny posiłek. Już samo tworzywo jest bardzo złej jakości – twarde i kruche. Powierzchnia elementów jest chropowata, co będzie trzeba poprawić. Części jest niewiele. Są mało szczegółowe, z nadlewkami i przesunięciami. Na szczęście linie podziału blach są wgłębne i względnie równe.

Dalej nie będzie komplementów. Praktycznie nic nie oddaje wyglądu dla pierwowzoru samolotu. Różnice są znaczne – bryła kadłuba, szerokość skrzydeł, zarys stateczników – to wszystko jest źle wymiarowane. Choć próbowałem pochwalić linie podziału, to są one błędnie rozmieszczone. Gdyby konstruktorzy prawdziwego samolotu mogli spojrzeć w przyszłość i zobaczyć kokpit tego modelu, zamknęli by kabinę pilota, aby nie trzeba było jej oglądać. Fotel pilota posiada wcięcie, bardziej odpowiednie dla samolotu PZL P.11. Tablica przyrządów również jest nieudana. Szkoda, że pomimo dostępnej kalkomanii pasów bezpieczeństwa, autor nie przewidział zegarów i wskaźników dla tablicy.

Zastanawiałem się, czy podejmować próby odtworzenia choćby namiastki miniatury oryginalnego samolotu. Stwierdziłem jednak, że to gra nie warta świeczki. Dorobię może kilka elementów kabiny pilota. Na zachętę kupiłem tablicę przyrządów z firmy Yahu (choć nie wiadomo, czy w ogóle będzie pasować, ponieważ jest dedykowana do modelu ArmaHobby). Spróbuję też pomajstrować przy silniku. Dalej jednak nie będę się raczej posuwał. Zobaczymy, czy coś z tego wyjdzie.

Published inRecenzjaWarsztat

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.