Skip to content

Projekt HMS Hood – wstęp

Ciekawe to uczucie być jednocześnie podekscytowanym, a zarazem przerażonym. Założyłem sobie w głowie pewien projekt. Zastanawiam się tylko, czy podołam wymaganiom, które sam na siebie nałożyłem? Zazwyczaj miałem do czynienia z modelami okrętów w skali 1:400. W takiej też czuję się najlepiej. A tu taki kolos! Może jednak zacznę od początku…

Model HMS Hood w skali 1:300, wydany przez wydawnictwo GPM to mój pierwszy okręt, za który wziąłem się na poważnie. A przynajmniej miałem taki zamiar. Model zakupiłem razem z moim tatą. Ze względu na to, że tata sklejał kiedyś modele, udzielał mi instrukcji i pomagał w poprawnym zbudowaniu szkieletu. Niestety podczas klejenia poszycia, projekt porzuciłem. Nie pamiętam dokładnie powodu dla którego model poszedł do lamusa. Możliwe, ze miało to związek ze złym spasowaniem elementów.

Później przesiadłem się na miniatury z wydawnictwa JSC w skali 1:400 i tak pozostało do dziś. Mimo wszystko jednak, wspomnienie związane z modelem HMS Hood utkwiło mi w pamięci na tyle, że stało się dla mnie wyjątkowym.

Po wielu latach moją uwagę przyciągnęło wydanie tego okrętu z Małego Modelarza w skali 1:300, sygnowane numerem 10-11-12/2007. Model świetnie zaprojektowany, z bardzo dużą ilością detali. Oczywiście zakupiłem egzemplarz dla siebie. Skleiłem szkielet, nakleiłem pokład i… No właśnie, pokład… Strasznie nie podobał mi się jego wygląd. Próbowałem we własnym zakresie go przeprojektować. Mimo wszystko nie byłem zadowolony z rezultatów. Ogółem skleiłem 2 szkielety z Małego Modelarza, po czym ponownie projekt porzuciłem.

Z pewną nieśmiałością oglądałem sobie zdjęcia wydania od A. Halińskiego tego modelu z 2011 roku. Jego wygląd, a przede wszystkim świetne odwzorowanie pokładu bardzo przypadło mi do gustu. Tylko ta skala. 1:200 to już prawdziwy olbrzym. Gdzie miałbym trzymać tak duży model? I tym razem pomysł porzuciłem.

Długo biłem się z myślami. Mimo wszystko zdecydowałem się na zakup tego modelu. Zapragnąłem wykonać model, który będzie robił wrażenie. Chciałbym, aby to było moje magnum opus.

Niestety, ale dokucza mi perfekcjonizm. Z tego też powodu, nie zbuduję modelu w sposób konwencjonalny. Wiem, że przez swoje własne ograniczenia nie podołałbym swoim zamierzeniom. Dlatego też z oryginalnego wydania pozostawię tylko pokład. Reszta będzie malowana. Po cichu liczę, że tym razem uda mi się zrealizować, bądź co bądź jedno z moich marzeń.

Zapraszam więc do galerii wstępnej, prezentującej „tworzywo”, z którym będę pracował.

Published inModel KartonowyWarsztat

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *