Skip to content

Wacław Król – Mój Spitfire – Recenzja książki

Dzięki percepcji świat dla każdego człowieka jest odmienny. Jedni twierdzą, że jest on piękny, inni że okropny. Jednym sprawia przyjemność taniec, drugim pisanie bloga. Postrzegamy go w indywidualny sposób, przez co niemożliwe jest ustalenie jak on naprawdę wygląda. Niemniej jednak poprzez przedstawienie świata przez innego człowieka, możemy spojrzeć nań z innej perspektywy. A jeżeli ktoś w przystępny sposób opisze swoje wspomnienia w książce, to czeka nas znakomita lektura i dużo emocji. Możemy przez chwilę spojrzeć jego oczami, czuć i przeżywać to samo.

13 października 1971 roku, pułkownik Król odszedł ze służby na emeryturę i zajął się pisarstwem. Od tamtego czasu raczył nas wspomnieniami opisanymi w wielu książkach. Barwny i przystępny język sprawił, że pozycje spod jego pióra czyta się niezwykle przyjemnie. Jedna z jego książek nosi tytuł „Mój Spitfire”.

Na książkę składa się sześć rozdziałów (nie licząc słów wstępu oraz zakończenia). Z uwagi na fakt, że wchłonąłem ją w moment i że bardzo mi się spodobała, są dwie rzeczy do których muszę się przyznać. Po pierwsze, recenzja ta będzie bardzo subiektywna. Po drugie, postaram się przekonać Cię, drogi czytelniku do przeczytania tej pozycji.

 

Walka o wolność, gdy raz się zaczyna,
Z ojca krwią spada dziedzictwem na syna,
Sto razy wrogów zachwiana potęgą,
Skończy zwycięstwem.*

George Gordon Byron – Giaur – z tłumaczenia Adama Mickiewicza

 

Gdybym ja byłbym miał opisać historię mego dotychczasowego żywota, zapewne nikt nie zainteresowałby się taką lekturą. Ot zwykłe życie zwykłego człowieka. Co innego w przypadku asa lotnictwa z okresu Drugiej Wojny Światowej. Wspomnienia kogoś z czasów tak ciekawych a zarazem niesłychanie brutalnych i niebezpiecznych są droższe niż złoto. Przedstawić sam opis to jedno. Historię można by doczytać nawet na Wikipedii. Co innego jednak jest wyrażenie tego co widziały oczy tak, by w jak najlepszy oraz interesujący sposób dotarło to do odbiorcy.

Sekret tkwi w przedstawieniu nie tylko tego jak wyglądały emocjonujące walki powietrzne pilotów, ale też pokazaniu codziennych radości, rytuałów, problemów (nawet tych błahych). I nie chodzi o przygody pełne patosu, ale po prostu o życie (wszak niezwykłych ludzi).

Kontynuując wywody o codziennych zmaganiach, mamy w książce do czynienia z opisem niezwykle pełnym. Tęsknota za krajem i bliskimi, czasy triumfu i smutku, chwile wesołe i przygnębiające. Emocji jest tutaj mnóstwo. A wszystko to okraszone takimi smaczkami jak sprzedaż auta, organizowanie alkoholu oraz przyzwoitego pożywienia. Ot wojna z pierwszej osoby.

Wojenne kino bombarduje nas opisem walk heroicznych, ciężkich ale i wzniosłych. Pomija nierzadko fakty o całym zapleczu takich zmagań. Na szczęście Wacław Król o tym nie zapomniał. Przypomina skromnie o tym, że walki powietrzne to nie tylko piloci. To również wkład dowódców, techników, łączników, medyków oraz całej masy ludzi. To nie wznoszenie na piedestały wybranych, lecz przypisanie sukcesu całemu zespołowi. Ponadto w książce prócz opisów samych zmagań powietrznych (emocjonująco zresztą przedstawionych), przeczytamy o procesie przygotowań do startu, obsłudze po lądowaniu, raportach z przeprowadzonych akcji.

Co by zrobić, aby ten wyjątkowy i pełny opis jeszcze czymś dopełnić? Przykładowo można by dołączyć liczne zdjęcia z prywatnych zbiorów. Można dodać opisy ważniejszych terminologii oraz poszczególnych typów samolotów. I to wszystko właśnie znalazło się wewnątrz okładki.

Uff, znów poczułem euforię, jak podczas czytania tej książki. Pomimo faktu, że przeczytałem ją trzy miesiące temu, zapadła mi w pamięć na tyle, że postanowiłem podzielić się moimi spostrzeżeniami.

Bez odbioru.

Published inRecenzja

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.