Skip to content

Komora do malowania aerografem – recenzja

To mógł być naprawdę miły dzień. Praca na etacie nie nastręczała problemów i minęła bezboleśnie. Wieczór ciągnął się leniwie przy asyście zachodzącego słońca. Beztrosko można było domknąć kolejne dwadzieścia cztery godziny. Wszystko jednak pękło, niczym bańka mydlana. Postanowiłem bowiem usiąść przy stole warsztatowym i wyjąć aerograf. Nagle niebo stało się jakby ciemniejsze, a w pokoju zapanowała aura niczym mgła na ulicach Londynu. Czuć było specyficzny zapach farb i chemii. Podniosłem głowę, popatrzyłem, powąchałem i zapłakałem nad światem.

Takoż w krzywym zwierciadle opisać można opisać proces malowania aerografem. Niemniej w tej historyjce znajduje się ziarenko prawdy. Choć efekty bywają ciekawe, to przebieg pracy jest nieprzyjemny (szczególnie przy malowaniu emaliami). Ponieważ bardzo przeszkadzały mi efekty uboczne tychże prac, zdecydowałem się na zakup kabiny do malowania. Mój wybór padł na bliżej nieokreśloną firmę, sygnowaną modelem HS-E420DC Czy zakup okazał się pomyślny? O swoich spostrzeżeniach napisałem poniżej.

Sama konstrukcja jest dość kompaktowa i nie sprawia problemów z przechowywaniem. Rozkłada się również dość szybko. W zestawie dostępna jest obrotowa podstawa, ułatwiająca malowanie. Rozłożona kabina wymaga jednak nieco więcej miejsca, co może być kłopotliwe. No ale należy się z tym liczyć.

Niestety produkt przeznaczony jest wyłącznie do malowania farbami akrylowymi z uwagi na elektryczne elementy, które mogą ulec uszkodzeniu lub nawet spowodować zwarcie i mały pożar przy kontakcie z rozpuszczalnikami nitro. Ponieważ jednak zastosowany filtr wydaje się dość dobry, nie zastosowałem się do tych zaleceń i jak to mówią młodzi: YOLO!*

Wentylator kabiny jest dosyć głośny, co w zestawieniu z kompresorem od aerografu stanowi nieciekawą mieszankę. No ale nie to jest najważniejsze. Przechodząc do meritum, muszę przyznać że znaczna część oparów jest pochłaniana, po czym wypuszczana na zewnątrz. A właśnie! Koniec rury odprowadzającej musi być wyprowadzony na zewnątrz, co może przysparzać pewne trudności. Nie inaczej było w moim przypadku. Z malowaniem musiałem przenieść się pod okno, co nie było zbyt wygodne. No ale każdy ma inny kąt, więc jest to sprawa indywidualna.

Zestaw zawiera również podświetlenie LED i… jest ono całkowicie do kitu! Nie wiem dlaczego, ale producent wpadł na pomysł, żeby diody miały tęgi niebieski odcień. W zasadzie to podczas malowania nie widzimy nawet nanoszonego koloru. Opcja ta więc kategorycznie odpada i jest największą wadą zestawu. Jeżeli komuś zależy na tym oświetleniu, należałoby we własnym zakresie wymienić paski ledowe.

No ale co by nie mówić, produkt jest dla mnie jak znalazł. Od teraz i oparów i zapachów jest o wiele mniej. Pewnie pogrzebałem sobie szanse na ewentualne naprawy gwarancyjne, gdyż malowałem emaliami, ale co tam.

Czy polecam tego typu produkt? Tak, myślę że to dobry zakup. Wymaga jednak wyrobienia sobie pewnych przyzwyczajeń i dostosowania. Niemniej zdrowie jest najważniejsze i na tym nie ma co oszczędzać!

PLUSY:

  • kompaktowa budowa po złożeniu
  • obrotowa podstawa
  • dobre odprowadzanie oparów na zewnątrz
  • długa rura odprowadzająca powietrze

MINUSY:

  • głośna praca
  • beznadziejne oświetlenie LED
  • po rozłożeniu wymaga sporo miejsca
  • brak możliwości malowania emaliami – przynajmniej w teorii

*YOLO (You Only Live Once) – z ang.: żyje się tylko raz.

Published inRecenzja

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.