Skip to content

Dlaczego stare modele to wielkie ZŁO

Gdy człowiek pracuje i goni za własnym ogonem, wiele rzeczy które kiedyś robił schodzi na dalszy plan. Gdy modlitwy o dni dłuższe niż 24 godziny nie przynoszą rezultatu, od ścian odbija się echo pod tytułem „brak czasu”. Oczywistym antonimem dla tego określenia jest hobby, a modelarstwo plasuje swoje miejsce w czołówce.

Kiedy miną bezpowrotnie lata młodości, zostają tylko wspomnienia i sentymenty. Czasami chwytamy się rzeczy niegdyś nam towarzyszących, próbując wtopić je ponownie w teraźniejszość. Niestety takie działanie w dużej mierze skazane jest na zgubę. Przykładowo, gdy próbujemy po latach odwiedzić miejsca, które wywołują u nas ciepłe uczucia to okazuje się, że wszystko jest inne niż pamiętamy. Jezioro po którym niegdyś się pływało wydaje się być mniejsze i bardziej mętne. Drewniane molo z którego skakało się „na banię” zastąpiono betonowym i beznamiętnym. Kiosk, w którym kupowało się komiksy stoi ponury, zabity deskami i pomalowany sprayem. Ulubiony bar mleczny zachował swoją działalność, teraz jednak jako kebab. Przez to wszystko otrzymujemy smutną świadomość tego, że straciliśmy coś bezpowrotnie.

Model z 1989 roku

Nutka melancholii sprawiła, że zapragnąłem powrócić do lat młodości.  Postanowiłem skleić model uważany obecnie jako vintage, wspierając się na rozwiniętych od tamtego czasu umiejętnościach. Pragnąłem uhonorować przeszłość poprzez zmodyfikowanie fabrycznego zestawu. Chciałem wcisnąć weń wszystkie wspomnienia by stał się pomnikiem, czymś więcej niż tylko kawałkiem plastiku. Miałem plany modelarskie, nowe narzędzia, a przede wszystkim zapał. Niestety podczas pracy, uderzyłem się o echo zatytułowane „brak czasu”, potknąłem się o wspomnienia oraz sentymenty, uderzając z impetem o twardą rzeczywistość.

Liczba detali niestety nie powala.

Pomimo, że ziemia cyklicznie porusza się wokół słońca, paradoksalnie nie zatacza koła tylko brnie cały czas do przodu. Modele uważane kiedyś za poprawne, dziś wywołują tylko obojętny uśmiech. Nowe technologie zmieniły proces tworzenia modeli, które są o niebo lepsze i bardziej szczegółowe. Zabierając się za stary model nie przemyślałem, że muszę włożyć w niego dużo więcej pracy niż w model nowy. Dużo więcej to w sumie mało powiedziane. A efekt? Cóż… Nie dorównuje teraźniejszym, fabrycznym zestawom. Więc po co to wszystko? Czy nie lepiej czerpać radość z czegoś nowego, zostawiając stare po prostu w pamięci? Zdrowy rozsądek nakazuje taką metodykę, a emocje… cóż, bywają chwiejne. Dziś zabieramy się za powrót do przeszłości, jutro zastanawiamy się co tu się w ogóle wyprawia?!

Wypukłe linie podziału blach.

Modeli sprzed 20-30 lat mam naprawdę sporo. Jest to część mnie, mojej młodości i radości z dni wolnych, pozbawionych teraźniejszych obowiązków i problemów. Myślę jednak, że modelom tym należy się zasłużona emerytura. Być może kiedyś, gdy życie trochę zwolni a ręce i oczy będą nadawać się do czegoś więcej niż do krojenia chleba, przysiądę jak staruszek nad staruszkiem i skleję sobie taki model. Prawdopodobnie również z racji tego cholernego sentymentu.

 

Published inRefleksjeWspomnienia

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.